| Czarna Hańcza - Informacje ogólne o szlaku |   Czarna Hańcza -dokładny opis szlaku | Pogoda | Rozkład jazdy PKS | Mapa dojazdu Baza Maćkowa Ruda

OPIS SZLAKU WODNEGO RZEKI CzarnaHańcza Przygotowany przez Bociana vel HUASCARA

 Startujemy w PTTK-u w miejscowości Stary Folwark. Można tutaj zostawić samochód na parkingu strzeżonym, cena 60 zł za 6 dni wydaje się być rozsądna. Bardzo dogodne miejsce do wodowania kajaków po lewej stronie budynku stanicy. Na wprost rozciąga się wspaniały widok na zatokę Zadworze jeziora Wigierskiego i na widoczny po drugiej stronie klasztor Kamedułów.
Zdecydowaliśmy się nie nadrabiać trasy i nie płynąć do miejscowości Gawrych-Ruda. Żeby nie błądzić proponuję od razu ominąć cały cypel z klasztorem po prawej stronie. Warto to zrobić żeby obejrzeć dookoła klasztor. Według wielu przewodników można skrócić znacznie drogę do jeziora Postaw, przepływając przez „przesmyk” po lewej stronie klasztoru. Kto go znajdzie temu nagroda. Opisywany przesmyk to po prostu rura, przez którą trzeba przepłynąć. Opływając cypel z klasztorem po prawej stronie również nie minie nas poszukiwanie zarośniętego wpływu na jezioro Postaw.
Dalej płyniemy leniwie rzeczką, niestety jedyny widok to sitowie. Po drodze mijamy dwa pola namiotowe i zatrzymujemy się na trzecim po prawej stronie na pomoście zwabieni ceną 1 zł od osoby, jaka jest namalowana na kawałku dykty na pomoście. W oddali widoczne gospodarstwa. Po pewnym czasie zatrzymują się na tym polu dwie samotne niemieckie turystki. Zdążyliśmy się wykąpać, rozbić obozowisko, zjeść, gdy nagle podjeżdża człowiek na rowerze i komunikuje nam, że płacimy dwa złote od osoby od kajaka, bo cena podana na dykcie jest za jeden dzień a nie za jeden nocleg. Trudno, płacimy, chociaż czujemy się nabici w butelkę. Właściciel wygłasza nam przemowę jak to ludzie powinni być uczciwi a następnie bez zmrużenia oka kasuje biwakujące obok Niemki po 5 zł za osobę. Niestety Niemki nie rozumieją polskiego, więc po chwili płacą. Potem jeszcze dosyć długo chodzą na pomost gdzie jest przybita tabliczka z ceną 1 zł. Wstyd nam spojrzeć im w oczy, właściciel pola na nasze zapytania po prostu odszedł. Wieczór już jest jakiś inny i nikt nie ma humoru przy ognisku. Na szczęście po nocy wstaje kolejny piękny słoneczny dzień.
Kolejny odcinek do Maćkowej Rudy biwak na biwaku, pole namiotowe na polu namiotowym, przeważnie na dziko porobione przez właścicieli. Większość to tylko kawałek skoszonego pola w miejscu gdzie rolnicy prowadzą bydło do wody. Ceny od 2 zł za osobę lub 4-5 zł od kajaka. W Maćkowej Rudzie warto przybić do mostu po prawej jego stronie i przejść się do sklepu po zaopatrzenie. Sklep odnajdziemy udając się w lewo od kierunku, z którego płynęliśmy. Za Maćkową Rudą słynny odcinek z „Babciami jagodziankami” my zaopatrujemy się u pierwszej po lewej siedzącej w łódce obok bardzo ładnego pola biwakowego. Miejsce to jest zaraz po lewej stronie za drugim mostem, bardzo duże. Jak się potem okazuje jest to jedyna babcia, jaką widzieliśmy na tym słynnym z ilości babć jagodzianek.
Zaraz po wpłynięciu do Budy Ruskiej po przepłynięciu pod kładko-mostkiem po lewej stronie pole biwakowe z sauną. Kawałek dalej również po lewej bardzo ładne i naprawdę zadbane pole z możliwością jazdy konnej lub wynajęcia rowerów. Cały ten odcinek strasznie monotonny. Zaraz przed Tartaczyskiem po przepłynięciu pod mostami po prawej stronie małe schowane prywatne pole biwakowe – rozpadające się miejsce na jedzenie i miejsce na ognisko. Tutaj nocujemy. Kto ma siły to polecam jednak popłynięcie dalej i po ok. 1-2 km po prawej stronie bardzo ładne pole z zadaszeniami, sauną i w miarę dogodnym miejscem do kąpieli.
Kolejny odcinek to monotonne sitowia. Przepływamy obok miejscowości Frącki gdzie po lewej stronie po pewnym czasie mijamy na wzniesieniu pole PTTK Frącki. Parę metrów za polem po lewej stronie super ruska sauna-bania nad samą rzeczką. Może jesteśmy skażeni Krutynią, ale cały odcinek po rzeczce Czarna Hańcza to tylko zmieniające się kolory sitowia. Sitowie jest po prostu wszędzie. Na tym odcinku znajduje się wychwalana wszędzie w Internecie Mała Gastronomia ze swojskimi plackami. Oczywiście zamówiliśmy. Pani nałożyła kawał smalcu na patelnię, po czym usmażyła coś przypominającego placek z wyglądu, ale nie ze smaku, jednym słowem kuchnia dla koneserów.
Za Dworczyskiem w końcu wpływamy w bardzo ładny odcinek porośnięty starodrzewem. Przed Jałowym Rogiem po lewej stronie w małym zakolu rzeki cudowne pole biwakowe z trzema 400 letnimi dębami, niezłe miejsce na kąpiel sporo drewna na ognisko. Naprawdę obowiązkowy biwak na trasie.
Kolejnego dnia dajemy sobie spokój z przewodnikami i omijamy polecaną trasę Szlamicą do jeziora szlamy. Płyniemy w stronę śluzy Sosnówek. Dopływając do śluzy cumujemy po prawej stronie następnie idziemy do śluzowego zapłacić. Ceny wszystkich śluz na całym szlaku wahają się od 3 do 5 zł. Przy śluzowaniu mała uwaga, najlepiej trzymać się w środku a nawet bardziej z tyłu śluzy i koniecznie łańcuch powinna trzymać osoba siedząca z przodu kajaka. Piszę to ku przestrodze gdyż widzieliśmy na kolejnej śluzie Mikaszówka dziewczynę która fiknęła przepisową przewrotkę, tracąc wszystko co miała w kajaku. Po przepłynięciu śluzy Mikaszówka po prawej stronie dogodne miejsce, aby przybić do brzegu. Następnie warto przejść się najbliższego sklepu. Dwa dobrze zaopatrzone sklepy znajdują się po lewej stronie patrząc z kierunku z którego nadpłynęliśmy, znajdują się około 500-600 metrów dalej idąc pod górkę wzdłuż ulicy. Po zrobieniu zaopatrzenia płyniemy dalej i po paruset metrach po prawej stronie natkniemy się na mały cypelek z doskonałym miejscem na biwak. Uwaga, jeżeli lubimy odosobnienie to po kolejnych około 20 metrach zaraz za cypelkiem kolejne super miejsce, dobre zejście do wody, stoły do jedzenia, powierzchnia tego mini pola to jakieś 50 m kw. Bez problemu powinniśmy znaleźć sporo drzewa na ognisko.
Jezioro Mikaszewo to kolejna część trasy, którą musimy pokonać, dalej mijamy śluzę Paniewo i dopływamy do śluzy Perkuć. Dobijamy do brzegu po lewej stronie. Jest to jedyna dwupoziomowa śluza. W okresie jagodziankowym polecam zaopatrzenie się w ten smakołyk u śluzowego. Wyrób jego żony bije wszystkie inne, które dotychczas jadłem. Poszedłem zapłacić za śluzę i przy okazji zakupiłem 6 sztuk. Niestety po zjedzonej pierwszej zjadłem wszystkie, więc zakupiłem kolejne 8 sztuk. Oczekująca załoga strasznie się cieszyła że pomyślałem o niej i przyniosłem jej 4 sztuki do zjedzenia. Trochę się dziwili, że sam nie chciałem ich posmakować. Gdyby wiedzieli dlaczego nie chciałem....
Kolejny odcinek jest dosyć przyjemny. Przepływamy pod mostem i po lewej stronie warto dobić do brzegu i przejść się kawałek do miejscowości Płaska, naprawdę doskonale zaopatrzony sklep, poczta, bar. Jedyna nieprzyjemna rzecz to pijawki przy brzegu. Po krótkiej przerwie płyniemy dalej przez jezioro Orle chcąc zdążyć na ostatnie śluzowanie. Faktycznie jest godzina 16 w dodatku sobota, więc jesteśmy ostatnimi kajakami, którym udało się śluzowanie. Jako że jesteśmy pełni sił i pogoda dopisuje decydujemy się płynąć dalej mimo wiosłowania od paru godzin. Jak się potem okazało była to bardzo bolesna decyzja. Lepszym wyjściem jest przenocowanie po lewej stronie na dużym polu biwakowym na płaskim terenie na polu wyglądającym bardziej na jakieś obozowisko harcerskie.
Jak wspominałem, zdecydowaliśmy się płynąć i był to najbardziej schizofreniczny odcinek całej trasy. Zza zakrętu wyłonił się idealnie prosty odcinek kanału, którego końca nawet nie było widać. Przełknęliśmy ślinę i wiosłowaliśmy dalej a właściwie wiosłowałem, gdyż moja druga połowa stwierdziła, że w końcu jest na wczasach i nie zamierza się męczyć a skoro wiosłowałem samotnie w dwuosobowym kajaku od samego początku to i teraz dam radę. W końcu przed nami było widać zakończenie długiej prostej. Dopływamy, lekki zakręt w prawo i oczom nie wierzymy, już to kiedyś widzieliśmy. Kolejny prosty odcinek. Zmęczeni dopływamy do śluzy Swoboda. Przygotowaliśmy się na ręczne przenoszenie kajaka, ale mieliśmy szczęście i załapaliśmy się na śluzowanie. Z rozpędu „zapomnieliśmy” że po prawej stronie jest ładne pole biwakowe. Kolejny odcinek bardzo ciekawy, choć krótki. Na nim to pierwszy raz w życiu widzieliśmy bobry na żywo. Pływały dosłownie parę metrów obok nas. Aparat trzeba przygotować wcześniej. Dopływamy do jeziora Studzienicznego, mijamy po lewej PTTK Swoboda ze względu na daleko niosące się odgłosy konsumpcji alkoholu. Zakwasy w rękach dają jednak znać o sobie i decydujemy się na nocleg na jednym z pól po lewej stronie. Wybieramy trzecie i totalny szok. Człowiek na człowieku, samochód na samochodzie, grill przy grillu, samochody pootwierane drzwi, z każdego inny rodzaj muzyki na cały głos, wrzaski, krzyki. Tragedia, rozpaczliwy gest i cofamy się do pierwszego pola, którego nie widać z jeziora. Widoczny jest tylko pomost w małej zatoczce pomiędzy sitowiem. Niestety trzeba przenieść kajaki od pomostu jakieś 60 metrów, ale warto. Uff cisza i spokój.
Mrówki i komary uznały nas za kolacje, ale jakoś dożyliśmy ranka. Krótkie śniadanie, pakowanie i płyniemy dalej. Płyniemy w kierunku śluzy Przewięź, której nie widać do samego końca. Najlepiej omijać wysepkę z prawej strony. Śluzujemy się i czujemy się jak w innej krainie. Wypływamy ze śluzy na Jezioro Białe i pierwszy odruch, chcemy zawracać. Po prawej stronie na brzegu falująca masa ludzka. Statki wycieczkowe, szaleństwo na skuterach wodnych, motorówki, ślizgacze. Strach pływać kajakiem. Doszło do tego, że płynęliśmy blisko prawego brzegu a w końcu wysiadłem z kajaka i ciągnąłem go wzdłuż brzegu w wodzie. Inaczej zaliczylibyśmy co najmniej parę przewrotek na falach jakie serwowały nam te wszystkie motorówki i skutery. Całe Jezioro Białe to jedna walka z tymi falami i balansowanie na nich. Tak jest aż do Klonownicy. Dalej kierujemy się na camping Goła Zośka gdzie mamy docelowo zdać kajaki. Dla zainteresowanych napiszę żeby trzymać się cały czas prawej strony i nie słuchać ani miejscowych ani turystów. My w połowie jeziora Necko dowiedzieliśmy się od jedynego słusznie poinformowanego, że Goła Zośka jest na jeziorze Rospuda i wystarczyło trzymać się cały czas kurczowo prawej strony. Warto wspomnieć, że camping ten to prawdziwy moloch i jedyna obsługa pracowała za barem, który był tak oblężony, że zakup frytek graniczy z cudem a zamawiając cole dostaje się piwo, i to nie swoje. Tutaj kończymy spływ i pełni wrażeń??? ruszamy dalej w trasę po mazurach.
Na koniec chciałbym dodać własną opinię, z którą można się zgodzić lub nie. Zaliczyłem rok po roku Krutynię i Czarną Hańczę i moje odczucia:
Krutynia – przepiękne co chwilę zmieniające się krajobrazy, noclegi na „bezludnych” wysepkach. Kormorany, przyroda, ładne pola, „ciągłość” trasy – można rozplanować trasę na 9-10 dni.
Czarna Hańcza – straciła swój urok, ciągle sitowie, sitowie i jeszcze raz sitowie. Brudne pola biwakowe, całą trasę można pokonać w 5-6 dni, jeżeli chcemy dłużej to trzeba kombinować i robić kółka. Monotonia kanału.
Kazimierz 'Bocian' Ruszel
 


Czarna Hancza  Czarna Hancza  

AS-TOUR
Biuro Turystyki Kajakowej
Krutyń 4
11-710 Piecki
tel/fax. (0-89) 742 1430
kom. 0-608 319 014
e-mail: kajakowe@splywy.pl
  
 

| Krutynia | Rospuda | Czarna Hańcza | Biebrza | Pisa | Łyna | Wda | Brda |spływy jednodniowe | weekendowe | zorganizowane |integracyjne |Cennik Wynajmu |
|Forum | Katalog stron | Galeria | księga Gości |Niezbędnik |Kontakt | Mapa Strony |

© 1990-2005 AS-TOUR
Biuro Turystyki Kajakowej
spływy kajakowe i kajaki
 
 
szukasz ? szukaj z Google ! -> www.google.pl